Francuski przez Skype

(Petite info: Ici, je parle des cours que je propose aux Polonais qui veulent apprendre le français avec moi par Skype.)

Uwaga, ważna informacja: Obecnie, od marca 2017r., jestem na urlopie macierzyńskim i na kilka miesięcy zawieszam udzielanie lekcji. Zachęcam do kontaktu ze mną w tej sprawie począwszy od lipca/sierpnia 2017r. Dziękuję za cierpliwość i mam nadzieję, że do usłyszenia wkrótce !

Jak nauczyłam się francuskiego?

Rozpoczęłam naukę trochę przez przypadek, w liceum. Byłam pewna co do wybranej szkoły i profilu klasy, gdy okazało się, że humaniści są „skazani” na angielski i francuski. W tamtym czasie, jeśli miałabym wybór, wolałabym kontynuować naukę niemieckiego. Gdyby faktycznie tak się stało, całe moje życie potoczyłoby się inaczej!

Trafiłam na świetną nauczycielkę, która szybko zaszczepiła we mnie zainteresowanie tym językiem. Zapisałam się na wymianę z Francją, ze szkołą w Bretanii. Pod koniec pierwszej klasy liceum, w  czerwcu, gościliśmy u siebie Francuzów. Myślałam, że po tych zaledwie kilku miesiącach nauki wręcz nie mam prawa móc się z nimi porozumieć, bo jakby to, na chłopski rozum, miało być możliwe? Mimo że rozumiałam więcej, niż się spodziewałam, próbowałam się dogadać z moim korespondentem po angielsku (z dość marnym skutkiem). To był pierwszy i ostatni raz, gdy rozmawiałam z Francuzem po angielsku.

We wrześniu, zaraz na początku kolejnego roku szkolnego, to my jechaliśmy z wizytą do Bretanii. Goszcząca mnie rodzina nie mówiła słowem po angielsku, byłam więc zmuszona się przełamać. Z bardzo pozytywnym skutkiem, jak widać, nie ma nic niemożliwego, bo poziom miałam przecież taki jak w czerwcu, a decydująca okazała się zwyczajnie konieczność mówienia.

Oczarowana Bretanią, ze zdwojonym z zapałem do nauki języka, chciałam po powrocie kontynuować naukę poza lekcjami w szkole. Odłożyłam to jednak „na później”, sprawa przycichła, ale, jak się potem okazało, francuski był mi chyba pisany : co się odwlecze, to nie uciecze! Gdy przyszło do wyboru studiów, rozważałam studia językowe lub politologię ze specjalnością dziennikarską (samego dziennikarstwa wtedy jeszcze w Poznaniu nie było). Złożyłam papiery na anglistykę i politologię, przeszła mi przez myśl romanistyka, ale trzeba  było przecież biegle znać francuski i legitymować się rozszerzoną maturą z tego języka. Kolejny przypadek: rekrutacja została przedłużona o kilka dni i właśnie w tym czasie weszłam raz jeszcze na stronę filologii romańskiej. Okazało się, że to był pierwszy rok, gdy nie wymagano matury z francuskiego, bo zdecydowano się utworzyć grupę dla początkujących. Wykorzystałam tę szansę: czym prędzej złożyłam papiery i ostatecznie wybrałam właśnie ten kierunek.

Pierwsze dni na uczelni. Dowiaduję się, że przydzielono mnie do grupy zaawansowanej mimo braku matury z francuskiego. Mam przecież na świadectwie ocenę (i to nie byle jaką) z tego języka. Po moim świetnie prowadzonym -ale jednak tylko w zakresie komunikatywnym- kursie w liceum nie mogę porównywać się z osobami po klasach dwujęzycznych czy tymi, które zdawały rozszerzoną maturę. Minę mam nietęgą. Pierwsze zajęcia z nauczycielką Francuzką: nie mogę wyjść ze zdumienia, rozumiem wszystko. Postanawiam zostać w tej grupie, w myśl zasady, że lepiej mieć poprzeczkę za wysoko niż za nisko. Radzę sobie, zdaję z dobrym wynikiem wszystkie egzaminy, ale przez cały rok nie mogę się przełamać, by odzywać się na zajęciach.
Postanawiam wyjechać w wakacje do pracy do Francji, by nabrać swobody w mówieniu. Tuż przed wyjazdem okazuje się, że dwie koleżanki, z którymi miałam wyruszyć, zmieniają plany. Ja mimo przeszkód nie rezygnuję, znów zdana na siebie po prostu muszę się dogadać. Serwuję sobie  najtrudniejsze z możliwych językowe wyzwanie: opiekę nad osobami starszymi (czasem nawet w ojczystym języku trudno je przecież zrozumieć) a następnie nad dziećmi, co bardzo polecam dla wyrobienia sobie automatyzmu myślenia i odpowiadania w języku obcym: najmłodsi na pewno nie będą czekać, aż się namyślimy nad odpowiedzią na ich pytanie. Bardzo mi ten wakacyjny pobyt pomaga, odtąd już nigdy nie będę miała problemu z aktywnością na zajęciach, łapię też podróżniczego bakcyla i w każde kolejne studenckie wakacje już świadomie wyjeżdżam sama do Francji, by lepiej poznawać język, kraj, kulturę i poznawać nowych ludzi.
Jakie mam wykształcenie i doświadczenie w nauczaniu francuskiego?

Od drugiego roku studiów, czyli od czasu, kiedy sama poczułam się na tyle pewnie i swobodnie, by przekazywać wiedzę innym, udzielałam korepetycji. Filologia to tak absorbujące studia, że wiedziałam, że w trakcie ich trwania nie będę mogła podjąć pracy w znaczącym wymiarze godzin. Postawiłam więc na maksymalny rozwój językowy i podjęłam równocześnie studia licencjackie na filologii hiszpańskiej. W czerwcu 2011 roku uzyskałam dwa tytuły: magistra romanistyki i licencjata hispanistyki na UAM w Poznaniu. Z mojego punktu widzenia jest ważne, by nauczyciel nie ograniczał się do znajomości języka obcego, w którym się specjalizuje. Nauka jednego języka zawsze może pomóc nam w przyswojeniu innych i te zależności staram się pokazywać uczniom, pokazując im, jak wykorzystać wiedzę, którą już mają. Ja sama oprócz francuskiego znam angielski, hiszpański i kataloński, uczyłam się łaciny, planuję też samodzielny kurs włoskiego i kto wie, może jeszcze wrócę do niemieckiego.

Odbyłam kurs pedagogiczny na filologii romańskiej i praktykę w liceum. Po ukończeniu studiów pracowałam przez cały rok szkolny jako nauczycielka francuskiego w Stowarzyszeniu Puszczykowo-Châteaugiron, gdzie prowadziłam zajęcia dla uczniów na wszystkich poziomach zaawansowania i w zróżnicowanym wieku: od dzieci, przez nastolatków i dorosłych po seniorów. Dodatkowo wciąż udzielałam korepetycji i współpracowałam z dwoma szkołami językowymi: JJ-Tis w Poznaniu i Perfect School we Wrześni, gdzie uczyłam hiszpańskiego. Kontynuowałam także naukę, wychodząc nieco poza dziedzinę językową: ukończyłam roczne studia podyplomowe z dziedziny public relations.

Na zdobycie większego doświadczenia zawodowego w Polsce nie pozwoliły mi zmiany w życiu osobistym. Po ślubie z Francuzem, przeprowadziłam się do jego ojczyzny we wrześniu 2012r. Nawiasem mówiąc, historia zatoczyła koło i wylądowałam w Bretanii, od której zaczęła się moja przygoda z Francją.
Dlaczego warto zdecydować się na lekcje na Skype ze mną?

Bardzo lubię uczyć, pewnie odziedziczyłam to w genach po mamie, nauczycielce z powołania. Z żalem zostawiałam pracę w stowarzyszeniu w Puszczykowie, pozwoliła mi jednak ona odkryć, że naprawdę spełniam się w roli nauczyciela, nie tylko w ramach korepetycji. Nowa technologia umożliwia mi kontynuowanie tej pracy na odległość, z czego niesamowicie się cieszę.

O mojej znajomości języka może świadczyć fakt, że już jako studentka pracowałam we Francji, w towarzystwie wyłącznie Francuzów. Myślę, że prowadzenie dwujęzycznego bloga oraz strony na Facebooku a także wyłącznie francuskojęzycznego profilu bloga na Twitterze mówi samo za siebie. Jako przewodnik turystyczny w Bretanii oprowadzałam turystów z całego świata, ale moim głównym językiem w pracy był francuski. Zdarzało mi się mieć przed sobą kilkadziesiąt osób naraz, przed którymi trzeba było mówić płynnie i bez zawahania. We wrześniu 2012r. byłam tłumaczem dla poznańskiej agencji reklamowej kręcącej filmy w Bordeaux i okolicach, gdzie byłam praktycznie jedyną osobą z zespołu znającą język i ciążyła na mnie duża odpowiedzialność za pomyślne załatwienie różnego rodzaju spraw. Latem 2013r. pracowałam w biurze informacji turystycznej w Doaurnenez w Bretanii, codziennie przyjmując osobiście i przez telefon setki turystów, z którymi rozmawiałam w głównej mierze po francusku. Od dłuższego czasu francuski jest dla mnie jak język polski: w obu myślę i mówię równie swobodnie. Z tą różnicą, że do francuskiego mam bardziej analityczne podejście: podchodzę do języka jak z lupą i rozkładam zdania na czynniki pierwsze, tak, by móc wyjaśnić moim uczniom wszelkie wątpliwości, a także ciekawostki i anegdoty, które urozmaicają naukę i czynią ją skuteczniejszą.

Bardzo ważny jest dla mnie kontakt z drugim człowiekiem, dobrze dogaduję się z osobami w każdym wieku. Dbam o dobrą, sympatyczną atmosferę podczas lekcji, tak, aby nauka była przyjemnością.

Wiem, jak Francuzi mówią na co dzień i wiem, jaką wiedzę chcę przekazywać moim uczniom. Chciałabym, żeby potrafili używać języka do komunikacji i odpowiednio dostosowywać go do sytuacji, dlatego dużą rolę poświęcam wyjaśnieniu różnic kulturowych i praktycznych informacji z życia codziennego we Francji, które opisuję też na blogu.

Zalety lekcji na Skype to niewątpliwie:
- dostępność nauczyciela mieszkającego we Francji, który zna „żywy” język,
- elastyczność godzinowa,
- oszczędność czasu i kosztów, które trzeba by poświęcić na dojazdy.

Dodatkowo służę też pomocą i radą w załatwianiu różnych codziennych spraw (np.administracyjnych), dla osób, które mieszkają we Francji oraz chętnie doradzam w sprawie wyjazdów turystycznych nad Sekwanę.

Nauczanie francuskiego jest moim sposobem na życie: zarejestrowałam działalność we Francji i wystawiam faktury (dzięki czemu firma ucznia może sfinansować czy dofinansować naukę) wszystko odbywa się więc legalnie. Szczegółowych informacji udzielam mailowo: bretonissime@gmail.com, zgłoszenia na kursy również przyjmuję mailowo.

Kto wie, co w Twoim życiu zmieni nauka francuskiego? ;)
Jeśli jeszcze się wahasz, nietuzinkowe źródła motywacji znajdziesz tutaj.

Do zobaczenia i do usłyszenia!
Kasia