Bretania okiem czytelniczki Kasi #3 / La Bretagne vue par la lectrice Kasia #3

By 19:10 , , , , , , , , ,

Po dłuższej przerwie, wznawiam cykl ‘Bretania oczami czytelników’. Zamierzam teraz publikować Wasze relacje w co drugą sobotę, w sam raz do kawy i do marzenia o podróżach bądź planowania wyprawy do Bretanii. Jak długo potrwa ta seria, to zależy tylko od Was – mam kilka opowieści w zanadrzu dzięki dobrej woli kilku czytelników, ale chętnie przyjmę nowe historie, piszcie śmiało w tej sprawie na maila! Dziś ostatnia część relacji z podróży czytelniczki Kasi (poprzednie znajdziecie tu i tutaj), zapraszam do lektury! Za zdjęcia i tekst odpowiada Kasia, ja zajęłam się tylko tłumaczeniem.

Après une longue pause, je reviens avec la série d’articles ‘La Bretagne vue par les lecteurs’. Cette fois, ce sera le dernier épisode du récit de Kasia (les deux parties précédentes sont à lire ici et ) et désormais, j’ai prévu de publier les billets de vos voyages régulièrement : tous les deux samedis. J’espère que ces articles pourront ainsi accompagner une pause détente pendant le week-end  et vous permettront de rêver d’un tour de Bretagne ou d’en préparer un, tout un sirotant votre café. J’espère que le programme vous plaît ? Si vous souhaitez faire partie de mes contributeurs, n’hésitez pas à m’envoyer un mail, j’en serais ravie ! La durée de cette série d’articles ne dépendra donc que de vous. Les photos et le texte sont de Kasia et moi, je ne me suis chargée que de la traduction.
***
Tak minął tydzień…. Jeszcze w Polsce postanowiliśmy, że po pobycie w Erquy pojedziemy choć na 3 dni na południe Bretanii. Zanim jednak dotarliśmy do Lorient na południu, ruszyliśmy na zachód, nad ocean. Pointe du Raz, najdalej na zachód wysunięty punkt kontynentalnej Francji był kolejnym miejscem, które chcieliśmy zobaczyć. Piękno i ogrom oceanu robią wrażenie… tym bardziej, że wiało i padało, a właściwie to lało cały dzień. Przemokliśmy do suchej nitki, mimo że byliśmy przygotowani na taką pogodę – mieliśmy kurtki przeciwdeszczowe i kalosze. Ale co zobaczyliśmy, to nasze!

Et voilà, une semaine s’était écoulée… Déjà avant le départ en Bretagne, nous avions décidé qu’après notre séjour à Erquy, nous allions partir vers le sud de la Bretagne, pour au moins trois jours. Avant d’arriver à Lorient, on s’est dirigés à l’ouest, vers l’océan. Notre destination était la Pointe du Raz, l’endroit situé le plus à l’ouest de la France. La beauté et l’immensité de l’océan sont impressionnantes... d’autant plus qu’on a eu de la pluie et du vent. A vraie dire, on a passé toute la journée sous une pluie battante. Nous étions trempés comme des soupes, malgré les tenues adaptées que nous avions prévues : des k-ways et des bottes. Mais ça n’enlève en rien le charme de ce qu’on a vu.

Kolejny dzień to powrót ładnej pogody... a więc dalej, trzeba zwiedzać! Na początek Quimper - stolica Kornwalii. Przyjechaliśmy do Quimper w niedzielne przedpołudnie, turystów niewielu o tej porze dnia… spacerowaliśmy malowniczymi uliczkami Starego Miasta oglądając zabytkowe domy. Sercem Starówki jest Katedra Saint-Corentin, pięknie odrestaurowana zachwyca architekturą utrzymaną w stylu gotyku płomienistego. Quimper zaliczone więc czas ruszać dalej!

Le jour suivant, le soleil est de retour! Nous voici repartis pour la suite de la visite. On commence par Quimper, la capitale de la Cornouaille. On y est arrivés dimanche dans la matinée, il n’y avait pas beaucoup de touristes à ce moment-là. On s’est baladés dans les rues pittoresques de la vieille ville en regardant de belles maisons. Le cœur du vieux Quimper, c’est la cathédrale Saint-Corentin, un joyau du gothique flamboyant. Bien restaurée, elle nous a impressionés avec son architecture. Après Quimper, on poursuit notre visite !
Concarneau to duży port rybacki, zajmujący pierwsze miejsce we Francji w połowach tuńczyka, miasto sztuki oraz znane kąpielisko. My ograniczyliśmy się do spaceru po niezwykle urokliwym starym mieście znajdującym się na wyspie. Wyspa została ufortyfikowana i otoczona murami obronnymi już w XIII wieku. Można powiedzieć, że przenieśliśmy się w czasy średniowiecza: wąskie, brukowane uliczki, a przy nich stojące małe kolorowe domy, w których obecnie mieszczą się liczne sklepy z pamiątkami, lodziarnie i restauracje. To miejsce niezwykle malownicze i zdecydowanie warto tu przyjechać!

Concarneau est un grand port de pêche, le premier en France au niveau de la pêche au thon, une ville d’art et un endroit propice à la baignade, mais nous n’y avons fait qu’une balade dans la Ville Close. Cette vieille ville est située sur un îlot qui a été fortifié et entouré des remparts déjà au XIIIième siècle. On peut s’y sentir comme si on remontait au Moyen Âge. Il y a des rues pavées, des maisons en couleurs abritant maintenant des magasins de souvenirs, des glaciers et des restaurants. C’est un endroit vraiment pittoresque qui vaut absolument la peine d’être découvert !
Pont-Aven to niewielkie, malowniczo położone miasteczko, znane ze swych kilkunastu młynów oraz portu. Do Pont-Aven przybył w drugiej połowie XIX wieku Paul Gaugin, a po nim wielu innych artystów m.in. Emile Bernard i Maurice Denis. Przybywali tutaj przyciągani nie tylko przez malarskie pejzaże, ale również, a może nawet przede wszystkim przez niskie ceny. To tutaj powstała słynna szkoła malarska z Pont-Aven.

Pont-Aven est un petit village dont la localisation est pittoresque et qui est connu par ses moulins et par son port. C’est ici qu’au milieu du XIXième siècle est arrivé Paul Gaugin et puis d’autres artistes comme Emile Bernard et Maurice Denis. Ils venaient là-bas, attirés non seulement par des beaux paysages, mais aussi par les prix bas. C’est ici que la fameuse école de peinture de Pont-Aven est née.
W Port-Aven po raz pierwszy jedliśmy bretońskie, gryczane naleśniki czyli galette: ja z serem roquefort i z pieczarkami w sosie śmietanowym, mój mąż klasycznie czyli szynka, ser i jajeczko, a córka oczywiście na słodko – banan i czekolada. Do tego oczywiście cydr dla dorosłych. Oj, było pyszne! Nieco rozleniwieni ruszyliśmy dalej...

A Pont-Aven, nous avons goûté pour la première fois les crêpes bretonnes : une au roquefort et aux champignons à la crème pour moi, une complète traditionnelle pour mon mari et une  chocolat-banane pour notre fille, qui a évidemment préféré la version sucrée. En accompagnement, bien sûr, du cidre pour les adultes. Humm, c’était bon ! On avait un peu de mal à décoller après ce repas, mais on a poursuivi la visite.
Być w Bretanii i nie widzieć menhirów? Kierunek Carnac. Musieliśmy przecież zobaczyć menhiry, dolmeny, tumulusy... Jaki był cel ich ustawiania? To do dziś pozostaje tajemnicą: jedni twierdzą, że miały znaczenie kultowe, inni, że, służyły do obliczeń astronomicznych. Największe skupisko megalitów, ale również najważniejszy zabytek prehistoryczny w Europie i rejonie Morza Śródziemnego, starszy niż egipskie piramidy znajduje się właśnie w Carnac. Trudno sobie wyobrazić, że tutejsze menhiry pochodzą sprzed kilku tysięcy lat. Jak kamienie wtedy transportowano, ustawiano? W Carnac mamy 2 rodzaje megalitów: menhiry i dolmeny. Menhiry to pojedyncze kamienie, które ustawiano ponoć w miejscach przecięcia się linii siatki magnetycznej Ziemi, koncentrując jej energię i łącząc ją z energią kosmiczną. Dolmeny natomiast to kamienne stoły, gdzie dwa kamienie pionowe przykryte są trzecim, poziomym... W nich też ma miejsce koncentracja energii.

Aller en Bretagne sans voir les menhirs? Impossible. Direction Carnac, pour voir des menhirs, des dolmens, des tumuli. Dans quel but on les alignait ? Cela reste secret jusqu’au aujourd’hui. Certains pensent que c’était pour des raisons de culte, d’autres, que cela servait à des calculs astronomiques. C’est à Carnac que se trouve la plus grande concentration de menhirs en Europe qui constitue aussi le plus important monument préhistorique du vieux continent, plus ancien que les pyramides égyptiennes. On a du mal à réaliser que ces menhirs datent de plusieurs milliers d’années. Comment on les transportait et alignait à l’époque ? Les menhirs sont des pierres isolées  que l’on plaçait, paraît-il, dans les endroits où une source d’energie terrestre se cumulait et réjoignait l’énergie de l’univers. Les dolmens sont des sortes de tables en pierre où deux pierres verticales sont couvertes d’une horizontale. C’est là où l’énergie se concentre.
Pełni energii ruszyliśmy do Locmariaquer żeby zobaczyć inne ciekawe zabytki megalityczne. Tutaj znajduje się Wielki Menhir -  dziś w 4 kawałkach - kiedyś mierzył 20 metrów i ważył jakieś 300 ton, był więc największym ze znanych stojących kamieni. Obok znajduje się dolmen znany jako Stół Rodziny Marchand, który został ustawiony 4-3 tysięcy lat p.n.e. Tak jak w tym przypadku, dolmeny wchodzą też w skład większych kompleksów z zamkniętą komorą grzebalną. Ustawione są wtedy w zagłębieniu podłoża lub od strony zewnętrznej, przysypane warstwą ziemi, są to tzw. kopce grzebalne czyli tumulusy. Wizyta w tych dwóch miejscach to była magia połączona z dużą dawką energii!

Pleins d’énergie, on est partis à Locmariaquer pour voir d’autres mégalithes. C’est là qu’on trouve le Grand Menhir – aujourd’hui en quatre morceaux – qui mesurait vingt mètres autrefois et qui pesait 300 tonnes : c’était le plus imposant menhir dressé. Juste à côté se trouve le menhir connu sous le nom de la Table de la famille Marchand, dressé entre 3 et 4 mille ans av. J.C. Les dolmens, comme dans ce cas-ci, font également partie de plus grands ensembles, avec une chambre funéraire fermée, recouvertes de terre : des tumuli. La visite de ces deux endroits, c’est de la magie liée à une bonne dose d’énergie !
W drodze powrotnej zahaczyliśmy jeszcze o Półwysep Quiberon, który przyciąga pięknymi krajobrazami. Szczególnie jego klifowe zachodnie wybrzeże zwane nie bez powodu dzikim robi wielkie wrażenie. Dojechaliśmy do miasteczka Quiberon, które znajduje się na południowym krańcu półwyspu i z punktu widokowego znów podziwialiśmy ocean.... Ach! Droga powrotna wiodła oczywiści wzdłuż Dzikiego Wybrzeża, będącego krainą poszarpanych, skalistych klifów, z licznymi grotami, szczelinami i przepaściami. Oj, po tym dniu pełnym magii i innych atrakcji padliśmy jak kawki.

Sur le chemin du retour, on est encore allés voir la Presqu’île de Quiberon qui attire par ses beaux paysages. Surtout son côté ouest, avec des falaises, non pas sans raison appelé ‘sauvage’, est impressionnant. On est arrivés au village de Quiberon, situé au sud de la presqu’île, et on a admiré l’océan d’un beau point de vue. Et au retour, on a pris la route  longeant la Côte Sauvage, avec des falaises irrégulières, des grottes, des fissures. Après cette journée remplie de magie et d’autres attractions, on est tombés raides morts !
Ostatni dzień w Bretanii to wizyta w Lorient. Miasto zostało założone na rozkaz króla Ludwika XIV, żeby w tutejszym porcie budować okręty dla Kompanii Wschodnioindyjskiej. Bardzo szybko miasto stało się siedzibą kilku Kompanii. Przez tutejszy port przechodziły wszystkie towary przywożone nie tylko z Indii, ale też z kolonii francuskich. Po likwidacji francuskiego imperium kolonialnego Lorient stało się ważnym portem militarnym (było siedzibą Marynarki Królewskiej), handlowym i rybackim. Obecnie portowa sceneria miasta jest niezwykła. Podczas II wojny światowej, a dokładnie od grudnia 1941 roku znajdowała się tu główna baza niemieckich U-Bootów, okrętów podwodnych walczących na Atlantyku. Podczas wojny miasto zostało niemal doszczętnie zniszczone przez liczne bombardowania. Na Lorient spadło ponad sześćdziesiąt tysięcy bomb. Teraz wielkie żelbetowe bunkry są groźnym tłem dla stacjonujących tam hipernowoczesnych jachtów. Dziś Lorient to zagłębie wielokadłubowców. Tak wielu speców od katamaranów czy trimaranów trudno znaleźć gdziekolwiek indziej. To tutaj Roman Paszke prowadził ostatnie prace przygotowawcze przed samotnym rejsem dookoła świata. A my to wszystko widzieliśmy!

Le dernier jour lors de notre séjour en Bretagne a été dédié à la visite de Lorient. Le port, et ensuite la ville, ont été créés sous le règne du Louis XIV pour y bâtir des bâteaux pour la  Compagnie des Indes Orientales et pour assurer la liaison commerciale avec les Indes.  C’est ici qu’arrivait la marchandise des Indes, mais aussi des colonies. Après la fin de l’empire colonial, Lorient est devenu un important port militaire (et siège de la marine royale), mais aussi de commerce et de pêche. Le décor actuel du port est assez inédit. Pendant la seconde guerre mondiale, c’est ici que se trouvait la base principale des U-Boots, des sous-marins allemands. Pendant la guerre, la ville a été presque complètement détruite par les bombardements, avec plus de 60 mille bombes qui y sont tombées. Maintenant, les bunkers de beton armé costituent un fond menaçant pour les yachts ultra-modernes. Aujourd’hui, Lorient est un bastion des multicoques. Il est difficile de trouver autant de spécialistes des catamarans et des trimarans ailleurs qu’ici ! Et c’est ici que Roman Paszke fit ses derniers préparatifs avant son voyage en solitaire autour du monde. Et nous, nous avons vu tout cela !
Na koniec zostawiliśmy sobie Vannes. Nasz spacer po mieście rozpoczęliśmy oczywiście od znalezienia Office de Tourisme. Musieliśmy się spieszyć, bo deszczowo-burzowe chmury zbierały się nad miastem. Na stare miasto weszliśmy Bramą Świętego Wincentego znajdującą się przy półkolistym Placu Gambetty. Spacerowaliśmy wąskimi brukowanymi uliczkami. Stare, szachulcowe domy robią duże wrażenie. Tak doszliśmy do katedry Saint-Pierre. Stamtąd ruszyliśmy w kierunku Porte de Prison i parku, żeby podziwiać średniowieczne mury obronne, u stóp których płynie strumień Marle. Integralną częścią murów jest zamek książęcy pochodzący z XIV wieku. Z zamkiem sąsiaduje XVII wieczna pralnia miejska. Ta część miasta jest najbardziej malownicza w całym Vannes.

On a gardé Vannes pour la fin. On a commencé notre balade en ville par une visite à l’office de tourisme. On a dû se dépêcher, car des nuages menaçants se cumulaient au-dessus de nos têtes. En rentrant par la Porte Saint-Vincent (près de la Place Gambetta), on a marché dans la vieille ville. Les vieilles maisons à colombages sont très impressionnantes. On est arrivés à la cathédrale Saint-Pierre, puis partis dans la direction de la Porte de Prison et du parc pour admirer les remparts, le château ducal du XIVième et le lavoir du XVIIième siècle. La plus pittoresque partie de la ville se trouve justement ici.
 Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy... Bretania zachwyca, jest magiczna. Nie potrafię tego do końca wyjaśnić, może to rytm przypływów i odpływów, może historie o Druidach i tajemnicze menhiry, może fantazyjne kształty różowych granitów, małe średniowieczne miasteczka, gotyckie katedry i opowieści o świętych, założycielach Bretanii, a może wszystko naraz? Szkoda tylko, że nie mogliśmy tu zostać dłużej i cieszyć się jeszcze bardziej magią tego regionu Francji. Na koniec chciałabym jeszcze dodać, że ani barwne opisy, ani piękne zdjęcia nie oddadzą rzeczywistego piękna Bretanii!

C’était malheureusement la fin des bonnes choses! La Bretagne émerveille, elle est magique. Je ne sais pas l’expliquer en détail, c’est peut-être dû au rythme des marées, aux histoires des druides, aux menhirs mystérieux, aux formes pleines de fantaisie du granit rose, aux villages médiévaux, aux cathédrales gothiques, aux récits sur les saints fondateurs ? Et peut-être qu’il y a de tout cela ensemble ? On regrette juste de ne pas avoir pu y rester plus longtemps pour apprécier encore plus la magie de cette région de France. Et pour finir, j’aimerais rajouter que ni les descriptions, ni les photos ne pourront refléter pleinement la beauté de la Bretagne !

***
Ogromne podziękowania dla Kasi za jej obszerną relację. Gdybyście chcieli dowiedzieć się więcej o miejscach, o których wspominała, odsyłam Was do moich relacji:

Un énorme merci à Kasia pour son récit détaillé! Si vous voulez en savoir plus sur les endroits dont elle parle, voici mes articles sur le sujet :

You Might Also Like

3 komentarze / commentaires

  1. Klimatyczny region ;) Może się kiedyś wybiorę! PS. Nigdy tego nie pisałam a już chwilę śledzę Twojego bloga - podoba mi się to, że jest pisany w obu wersjach językowych (zaczęłam jakiś czas temu uczyć się francuskiego i czytanie wpisów na blogu to fajna opcja użytkowania go - przyjemne z pożytecznym), sama zastanawiam się czy by nie zacząć pisać tak samo, tyle, że po włosku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, naprawdę miło to słyszeć! Bardzo Cię zachęcam do pisania również po włosku, sama chętnie bym sobie wpisy w obu językach poczytała, zaglądając do Ciebie. :) Jak Ci się uczy francuskiego w porównaniu do włoskiego? Pozdrowienia!

      Usuń
  2. Świetna relacja :) Kiedy widzę takie tajemnice jakimi są wspomniane tutaj menhiry naprawdę zaczynam się zastanawiać, czy dawno temu nie żyła na Ziemi jakaś inteligentniejsza rasa niż my :D

    OdpowiedzUsuń