Francja pod lupą: W restauracji / La France à la loupe: Au restaurant

By 21:58 ,

Bretońska naleśnikarnia w Quimper
Tym razem zdradzę Wam kilka praktycznych szczegółów, które powinniście wiedzieć przed wyjściem do restauracji we Francji. Mam nadzieję, że po lekturze tego wpisu wyjście na obiad czy kolację w tym kraju będzie czystą przyjemnością i nie będzie się wiązało z dodatkowym stresem.

Cette fois-ci, je dévoile aux touristes polonais ce qu’il faut savoir avant d’aller manger dans un restaurant en France. De cette manière, vous saurez quelles habitudes peuvent surprendre les étrangers qui viennent en vacances en France.

Nantes
1.Restauracje są zamknięte po południu.
Ich godziny otwarcia dopasowane są do francuskiego stylu jedzenia (więcej o tym tutaj), czyli są czynne od południa do ok. 14.30, następnie zamykane i ponownie otwierane wieczorem, od ok.19. Miejcie to koniecznie na uwadze, w pozostałych godzinach często dostępne są tylko fast foody bądź kanapki w piekarni.

Les restaurants sont fermés l’après-midi, alors qu’en Pologne il y a le service continu. C’est une conséquence directe de nos façons de manger et horaires bien différentes, j’en ai déjà parlé ici.

2. Jadłospis wywieszony jest przed lokalem.
Dzięki temu, spacerując w nieznane okolicy, możemy zapoznać się z daniami i cenami, jakie proponuje dany lokal bez przekraczania jego progu. Możemy też sprawdzić ilość rekomendacji widniejących na drzwiach lokalu (restauracje kolekcjonują naklejki, z których wynika, że są polecane przez jakiś przewodnik, np. Le guide du routard w danym roku)

La carte est affichée devant le restaurant. Dans mon pays natal, c’est rarement le cas : on prend connaissance des plats servis et leurs prix soit sur Internet, soit à l’intérieur du restaurant.

3. „Menu” to gotowe zestawy obiadowe.
Mianem „menu” określany jest nie jadłospis („la carte”) a gotowe zestawy (np. przystawka-danie główne-deser), gdzie wybór zawężony jest do dwóch-trzech dań, ale cenowo jest to bardzo atrakcyjna propozycja.

En polonais, nous avons aussi le terme „menu” mais il renvoie à la „carte”. Dans les restaurants, les formules sont assez rares.

Proponowane zestawy i polecane dania w jednej z restauracji w Breście/ Un restaurant à Brest
4. Stoły bywają przykryte jednorazowymi obrusami.
Oczywiście nie mówimy tu o drogich, szykownych restauracjach, ale o małych, niedrogich knajpkach czy bretońskich naleśnikarniach –crêperies.

Les tables sont parfois couvertes des nappes en papier.
C’est du jamais vu en Pologne ! Il m’est arrivé d’avoir au restaurant des dessous des plats en papier (mais pas souvent non plus), mais jamais les nappes.

5. Woda i chleb podawane są do posiłku za darmo.
„Carafe d’eau”, czyli dzbanek wody z kranu (we Francji powszechnie pije się „kranówę”) przysługuje nam gratis, dolewka także. Turyści, którzy o tym nie wiedzą, słono płacą za proponowaną przez kelnerów wodę mineralną. Co ciekawe, o szklankę wody do posiłku możecie poprosić nawet w McDonaldzie! Z kolei chleb to obowiązkowy dodatek do posiłku, w Bretanii zawsze będzie podany z solonym masłem, które jest bazą tutejszej kuchni.

La carafe d’eau et le pain sont servis gratuitement.
 En Pologne, on ne boit pas l’eau du robinet. Au restaurant, on est donc obligé de prendre de l’eau minérale, toujours payante. Le pain n’est pas servi avec le plat non plus, sauf le cas contraire indiqué dans la carte : par exemple, les salades composées sont accompagnées des petits pains dans la plupart des cas.

6. Do zamówionego aperitifu najczęściej dostajemy małą przekąskę.
Jeśli posiłek zaczynamy, na francuską modłę, od czegoś do picia (najczęściej procentowego), prawdopodobnie dostaniemy do przegryzienia orzeszki, chipsy czy krakersy. Zdarza się też coś bardziej wyszukanego, jak poniżej: pieczarki w estragonowym pesto.

Avec l’apéritif, on nous sert souvent des amuse-bouches.
Ceci n’est pas habituel du tout en Pologne, mais l’apéritif non plus !

Solone masło - w Bretanii obowiązkowo do wszystkiego! / Du beurre, incontournable en Bretagne!
7. Rachunek często dzieli się po równo pomiędzy wszystkich „biesiadników”.
W miarę możliwości postarajcie się zorientować przed złożeniem zamówienia, jak ma się sprawa z płatnością: w gronie znajomych albo każdy płaci za siebie, albo rachunek dzieli się przez ilość osób, a to jednak nie to samo. Z kolei wyrażenie „je t’invite” stawia sprawę jasno: osoba, która je wypowiada, stawia.

L’addition est souvent partagée de manière égale entre toutes les personnes.
En Pologne, le plus souvent, chacun paie sa part.

8. Przy wyjściu do restauracji „popuszczamy pasa”.
Francuzi stosunkowo często jedzą poza domem, mimo to takie wyjścia traktowane są celebrowane praktycznie za każdym razem - to nie jest odpowiedni moment na liczenie kalorii czy rezygnowanie z deseru, nawet późnym wieczorem. Nie zdziwcie się też, jeśli kierowca nie zrezygnuje z wina do posiłku: we Francji dozwolone jest prowadzenie po jednym kieliszku alkoholu i wiele osób z tego korzysta.

En mangeant au resto, on oublie le régime !
En Pologne aussi, c’est un moment festif, mais on n’a moins l’habitude de prendre le dessert ou, encore moins, le café tard le soir. Les personnes qui conduisent ne boivent pas une goutte d’alcool, ce qui n’est pas forcément le cas en France.

9. Obfite i niedrogie posiłki zjecie w „restaurant ouvrier”.
Sama nie miałam jeszcze okazji skorzystać, ale wiem, że tego typu restauracje znajdują się często „na trasie”. Nie jestem jednak pewna, czy to dobry pomysł: wszak po bardzo solidnym obiedzie, kierowca może zmagać się z sennością za kierownicą. ;)
Dans les restaurants ouvriers, on peut manger copieux et pas cher.
Je n’ai pas encore eu l’occasion de tester ces endroits et je me demande si c’est vraiment profitable pour les chauffeurs : après un repas bien solide, ils doivent lutter contre la somnolence au volant, non ?;)

10. Możecie mieć problem ze spróbowaniem żabich udek.
Wbrew popularnemu w Polsce stereotypowi, nie jest to wcale popularne danie. Większość Francuzów, których znam, nigdy go nie próbowała, ja też nie miałam okazji. Wygląda na to, ze turyści spożywają ten przysmak częściej niż sami Francuzi!

Ce n’est pas si facile de trouver au restaurant les cuisses de grenouille.
J’en parle, car en Pologne on appelle les Français, de manière stéréotypée, « les mangeurs de grenouilles » alors que la majorité des Français que je connais n’en ont jamais goûtées ! Je crois que les touristes doivent en manger plus que les habitants de l’Hexagone...
To oczywiście nie żabie udka, tylko zwykła ryba!;) / Le bon poisson est à la portée de la main en Bretagne
W poprzednim poście z serii „Francja pod lupą” dodaliście w komentarzach sporo cennych  wskazówek oraz Waszych spostrzeżeń, które uzupełniły moją listę. Liczę na Was i tym razem i mam nadzieję, że post Wam się przyda we Francji!

L’aricle précédent de la sérié „La France sous la loupe” a été bien complété par les lecteurs qui ont partagé leurs impressions et expériences.  Je compte sur vous également cette fois-ci !

You Might Also Like

21 komentarze / commentaires

  1. Co do żabich udek, to akurat np. w Burgundii czy w regionie Rodan Alpy są bardzo popularne i miałam dzięki temu okazję ich spróbować :) Były całkiem smaczne, ale żeby się tym przysmakiem najeść, to chyba by trzeba było wpałaszować kilkadziesiąt sztuk ;) Rodzina mojego męża bardzo chętnie jada żabie udka w restauracji, ale rzeczywiście większość Francuzów, których o nie pytałam albo ich nie lubi, albo po prostu ich nie jada.

    Acha, co do menu, to zazwyczaj te obiadowe jest o kilka euro tańsze, niż te z pory kolacji. Warto więc pójść na lunch i zapłacić mniej za taki sam zestaw czy wybrane danie.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za uzupełnienie- zapomniałam wspomnieć o niższych cenach "menu" w porze lunchu. Niektóre z tych zestawów są zresztą dostępne tylko na obiad. Fajnie, że podzieliłaś się tą informacją o żabich udkach, ja Burgundię akurat znam słabo, ale byłam w wielu innych regionach Francji i nigdy się z tą potrawą nie spotkałam. Pozdrawiam Cię również bardzo serdecznie! :)

      Usuń
  2. No i oczywiście kawa po obiedzie czy kolacji - jak dla mnie w ogóle nie do przyjęcia po takim obżarstwie jakim jest francuski kilkudaniowy posiłek ;) Niektórzy piją małą czarną nawet o 22:00 co jest kompletnie nie dla mnie - kawa z mlekiem rano, maksymalnie druga mała po południu, ale nie "czarny szatan" przed pójściem spać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomniałam o wieczornej kawie we francuskiej wersji tekstu,w polskiej mi umknęło. ;) Kiedyś było to dla mnie bardzo zaskakujące, potem się przyzwyczaiłam, co nie oznacza, że sama piję kawę przed snem!

      Usuń
  3. Nic dodać, nic ująć. Bardzo trafnie i wyczerpująco :) Zgadzam się, że żabie udka są mało popularne. Ja po raz pierwszy jadłam je chyba dwa lata temu, kompletnie przez przypadek. Znajomi i kelner mieli ze mnie ubaw, bo nie wiedziałam, że trzeba je jeść... palcami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Dobrze, ze mówisz, jak się zabrać za żabie udka;)

      Usuń
    2. Dokładnie! Żabie udka je się rękoma, ale zawsze wtedy kelner powinien przynieść nam miseczkę z wodą do obmycia palców i dodatkową serwetkę. Można dać radę ;)

      Usuń
  4. Jak byłam we Francji, to moi gospodarze stwierdzili, że podobnie jak z żabimi udkami jest ze ślimakami- że to tylko stereotyp. Ale parę dni po rozmowie na ten temat okazało się, że jednak je jedzą- przy specjalnych okazjach. Jedną z takich specjalnych okazji okazała się wizyta dawno niewidzianej rodziny. Dzięki temu miałam okazję jeść ślimaki "à la bourguignonne". Nawet niezłe były, tylko dziwnie było je jeść gdy ponad 10 osób oczekiwało mojej reakcji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno zależy to również od regionu Francji, jednak z moich obserwacji wynika, że zdecydowanie więcej osób miało styczność ze ślimakami niż z żabimi udkami. Ja ślimaki pierwszy raz jadłam dawno temu...w Polsce! U znajomych moich rodziców, którzy byli wtedy świeżo po powrocie z Francji. Mi też smakowały, choć pamiętam, że przełamanie się kosztowało mnie trochę wysiłku ;) A owoce morza jadłam pierwszy raz na wymianie z goszczącą mnie rodziną i ich znajomymi i miałam wrażenie, że 18 osób patrzy, czy sobie dam radę,haha! Wiem więc, o czym mówisz :)
      Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za komentarz!

      Usuń
  5. Bardzo przyjemny wpis a zdjęcia sprawdziły, że zgłodniałam. Ja z Francji byłam tylko w Paryżu i to był jedyny raz na terenie Europy gdzie czułam, że nie stać mnie na jedzenie w restauracjach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że w przyszłości będziesz miała okazję zwiedzić inne zakątki Francji, które pod względem krajobrazów i gastronomii mają wiele-o ile nie więcej- do zaoferowania niż stolica. ;) Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  6. Bardzo smaczny wpis. Ja z Francji byłam tylko w Paryżu, ale ceny w restauracjach były dla mnie zawrotne i pierwszy raz świadomie zrezygnowałam z jedzenia na mieście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się- myślę, że żeby w Paryżu trafić na niedrogą knajpkę z dobrym jedzeniem, trzeba się wcześniej porządnie zorientować. Kiedyś z mężem chcieliśmy zjeść obiad przed odjazdem autobusu dowożącego na lotnisko. Schodziliśmy całą dzielnicę i wszędzie ceny były astronomicznie a lokale nie wyglądały szczególnie zachęcająco. Skończyło się na kanapce :P

      Usuń
  7. Babcia mojego meza (belgijska, ale bardzo czesto jezdzila na wakacje do Francji) trzyma sie jednej bardzo waznej zasady : nie jada w restauracjach, gdzie obrusy sa z materialu (chyba, ze ktos inny placi ;)

    Zabie udka jadlam jeden jedyny raz: w azjatyckiej knajpie :D Wiecej kosci niz miesa, smak podobny do kurczaka, ale byc moze dlatego, ze to byla azjatycka knajpa.

    A slimaki sa fantastyczne, ale te ladowe. Morskie sa okropne, fuj fuj, paskudne!
    Ze slimakami mialam ciekawa przygode w Burgundii wlasnie :)Bylismy w tak zwanych "chambres d'hôtes" na zapadlej wsi na poludnie od Auxerre i gospodarze nam podali na przystawke slimaki, ale w skorupkach :) z takim dziwnym sprzetem co przypominal zalotke do podkrecania rzes ;) Bylo mi glupio jak nie wiem przy stole pelnym obcych osob, bo nie wiedzialam jak mam sie za to zabrac ;) Nawet po kilku minutowym szkoleniu skonczylo sie na tym, ze moj jeden slimaczek wyladowal w talerzu pana z naprzeciwka ;) W Belgii natomiast slimaki sa czesto serwowane juz obrane, w takim pysznym rosolku. Z przyczyn logistycznych zdecydowanie wole wersje obrana :)

    Bardzo ciekawy wpis Kasiu! Bardzo lubie Cie czytac :)

    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdeczne dzięki za tak miłe słowa! :) Świetna anegdota, dzięki za podzielenie się!

      Usuń
  8. Żabie udka miałam okazję spróbować dopiero niedawno, w Bourg-en-Bresse...nie zrobiły na mnie wrażenia...i właśnie byłam w szoku jak zobaczyłam, że trzeba je jeść rękoma! zdecydowanie nie moje klimaty!
    za to ślimaki...to kolejna pozycja na mojej liście "przysmaków" kuchni francuskiej Za każdym razem jak jestem we Francji jedną z moich myśli jest, że "muszę znowu zjeść ślimaki";-)Moje pierwsze zetknięcie z nimi było podobne jak u poprzedniej czytelniczki...ale zdążyłam już się nauczyć obsługiwać ten skomplikowany sprzęt;-)
    I miałam okazję spróbować ostatnio świeżych ostryg przywiezionych prosto z Bretanii!;-)ciekawa jestem czy próbowałaś Kasiu i czy Ci smakowały;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostryg próbowałam już podczas mojego pierwszego pobytu w Bretanii, gdy miałam 17 lat:) Bardzo mi smakowały i wciąż bardzo lubię, ale moim prawdziwym hitem są ostrygi na ciepło, które przyrządza mój szwagier. Nie pamiętam dokładnie, czym je doprawił, ale rezultat był jak dla mnie rewelacyjny! A jak Twoje wrażenia po degustacji ostryg? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ostrygi na ciepło??!! ciekawe, ciekawe;-) smakowały mi ostrygi (choć ślimaków nie przebiły;-)co mnie zaskoczyło to zapach morza jak się otwierało muszlę;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Haha, a ja znalazłam przypadkiem restaurację we Francji z żabimi udkami. Kolega zaprosił mnie na chińszczyznę i tam miałam okazję spróbować :D
    Zapraszam do siebie :) polish-mademoiselle.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń